Cześć,
witam po długiej przerwie. Po pierwsze chciałam podziękować portalowi
Onet blog za umieszczenie mnie w gronie blogów polecanych na pewien
czas. Mam nadzieję, że dostąpie jeszcze tego zaszczytu. A teraz kolejna
część historii Ingi Heidt. Czytajcie.
P.S. Nie wiem czy ta notka jest tak dobra jak poprzednia, ale proszę o komentarze i opinie.
Inga
bardzo chciała się dowiedzieć kim jest ów nieznajomy. Całą noc nie
spała. Przypominała sobie dwa poprzednie lata. Najpierw zderzenie, a
później serię dziwnych i nieoczekiwanych zdarzeń. Pamiętała wszystko
jak przez mgłę. Dziwne obrazy i sceny przelatywały przez jej pamięć by
po chwili na zawsze zniknąć w jej najgłębszych i nigdy nieodkrywanych
zakamarkach. Gdy zamykała oczy widziała jedną niewyraźną twarz. To był
ten sam chłopak. Nie potrafiła go jednak rozpoznać. Widziała go tylko
oczami wyobraźni jakby stał za mglistą zasłoną. Gdy po krótkim okresie
niepewnego snu znów się obudziła postanowiła dać za wygraną.
Jej
łóżko było coraz mniej wygodne, prześcieradło dziwnie poskręcane, a
kołdra odwróciła się. Przewracała się z boku na bok, zmieniała pozycje
leżenia. Z brzucha na plecy, jednak nic nie skutkowało. Zegarek piknął.
Wybiła trzecia. Już wcale nie chciało jej się spać. Próbowała
wszystkich metod na szybkie zaśnięcie, jakie kiedykolwiek słyszała.
Milion baranów przerzuciła przez ten głupi płot, a zmysły zamiast
przechodzić w stan spoczynku wyostrzały się.
Zaświeciła
lampkę i zaczęła czytać najnudniejszą książkę, którą kiedykolwiek
czytała. „ Trzy kamienie Mandy” zawsze działały lepiej niż najlepszy
lek nasenny. Prychnęła. Zwykle po przeczytaniu dwóch czy trzech stron
kleiły jej się oczy. Ale nie. To przecież nie mogło być takie proste.
Teraz nawet ją to zainteresowało.
Rzuciła
tomik na biurko, zła zwlokła się z łóżka i usiadła na parapecie.
Wpatrzyła się w rozgwieżdżone niebo. W żadnym domu nie świeciło się
światło. Wszyscy normalni ludzie z pewnością już spali. Od niechcenia
wzięła do ręki zegarek i włączyła podświetlenie wyświetlacza. Była już
za piętnaście czwarta. Minuty ciągnęły się niemiłosiernie. Nigdy nie
wiedziała, że minuta to tak długi okres czasu.
Widok,
który roztaczał się z jej okna był cudowny. Otulone kołdrą ciemności
drzewa spały w najlepsze swoim drzewnym snem. Góry otoczone granatowymi
chmurami wydawały się jeszcze bardziej monumentalne i poważne w swoim
górowaniu nad miastem. Tak, to z pewnością najlepsze, co Indze tej nocy
się zdarzyło. Ten widok. Nigdy nie patrzyła jeszcze na niego w taki
sposób. Zawsze lubiła wstawać razem ze słońcem, które zaglądało w jej
okna. Wyobrażać sobie, że lata z jesiennym wiatrem, który unosi ją na
liściastym dywanie. Teraz chciała być gwiazdą. One to mają najlepiej.
Patrzą z góry na te wszystkie przepiękne widoki.
Słońce
leniwie wyłoniło się zza horyzontu. Inga zeszła z parapetu i podeszła
do szafy. Wyrzuciła z niej kilka ubrań i poszła do łazienki. Gdy gotowa
schodziła ze schodów poczuła dziwny strach: Co jeśli on mi coś zrobi?
Przecież nigdy nie widziałam go na oczy…
Usiadła
na jednym ze stopni i podparła głowę rękami. Musiała coś wymyślić… A
może stanie za jakimś drzewem i będzie czekała na nieznajomego, a gdy
ten przyjdzie oceni go i albo podejdzie, albo ucieknie.
-
Nie, to najgłupszy pomysł na jaki mogłam wpaść! – powiedziała sama do
siebie. – O cześć Sakari – to była jej suczka rasy Syberian Husky.
Przybiegła merdając ogonem i zaczęła lizać ją po twarzy. – Sakari,
czekaj, nie teraz. Teraz myślimy. Siad. – pies usiadł przed swoją
właścicielką - Obmyślam ważną sprawę – zeszła ze schodów i stanęła na
zimnej podłodze salonu. Pies podszedł do niej i usiadł. – A gdybym tak
przebrała się tak, żeby mnie nie poznał, a potem jakbym go zobaczyła to
albo bym podeszła, albo odeszła… - chodziła w kółko naokoło zwierzaka,
który przechylił głowę w bok i patrzył na swoją właścicielkę wzrokiem
mówiącym coś w stylu: Nie rozumiem, czemu wymyślasz takie głupoty,
lepiej weź mnie!- Nie to też jest zdecydowanie głupie. Coś innego.
Zaraz, a może tam nie pójdę… - Sakari szczeknęła – Masz rację, przecież
muszę tam iść.
Inga
wymyślała coraz dziwniejsze rzeczy począwszy od zabrania tam kogoś
znajomego kończąc na ucieczce z miasta, bo jak twierdziła…
-
Kiedy nie przyjdę na to spotkanie on będzie zły. Znajdzie mój adres i
nazwisko, a z tego to już mogą wyjść same złe rzeczy. Więc jeśli
ucieknę do Brazylii i stanę się Cari de Someiro z Rio to z pewnością
mnie nie znajdzie. – Suczka położyła się w ciszy kontemplując nad
powodem chwilowej utraty mózgu swojej właścicielki. Po kilku minutach
postanowiła jej pomóc. Wstała, podeszła do drzwi, zrzuciła smycz z
szafki i zaszczekała. – Sakari nie teraz, nie idziemy na spacer.
Poczekaj. – zawiesiła głos – Zaraz, mam świetny pomysł. Sakari
pójdziesz ze mną! – przytuliła pieska, ubrała kurtkę i buty. Rodzice
spali, więc zamknęła drzwi na klucz.
Wychodząc powiedziała szeptem do zwierzaka
- Tylko pamiętaj, przynajmniej udawaj, że jesteś groźna. Dobra?
Sakari zaszczekała. I pociągnęła swoją właścicielkę (która dzięki Bogu już odzyskała mózg) w stronę parku.
- Skąd ty wiesz gdzie idziemy?
Inga
lubiła biegać z Sakari. Dzięki temu nabierała przydatnej w jej
dyscyplinie kondycji. Zahartowała się. Mało chorowała. A poza tym
bardzo cieszyło ją to, kiedy po około dwu i pół godzinnym biegu jej
pupilka kładła się na swój kocyk i zasypiała szczęśliwa i spełniona.
Gdy
dochodziła już do umówionego miejsca była 6:10. Nie wiedziała, że droga
zajmie jej tak mało czasu, więc postanowiła pobawić się z Sakari na
trawniku. Rzucała jej patyki
( a raczej małe gałęzie), których ona
nie przynosiła. Bezskutecznie próbowała ją nauczyć komendy „ daj głos”,
czy „ do mnie”. Suczka nie słuchała. Gdy poczuła zew natury stawała się
wilkiem, wilkiem, który kocha przestrzeń i wolność.
- Dobra, koniec tej wolności Sakari. Zapinam cię na smycz. – pies spuścił głowę i podszedł do właścicielki.
Podeszły
do alejki. Inga patrzyła w stronę głównej bramy parku wyczekując na
nieznajomego, a Sakari w drugą stronę. Wyczuła psa. Miał dobry zapach,
więc nie zważając na obecną pozycję i zamyślenie właścicielki
pociągnęła ją i zaczęła szaleńczo biec w stronę źródła zapachu.
Inga
zaskoczona tym nagłym startem psa przez chwilę nie mogła się pozbierać.
Nic nie dawały okrzyki i komendy. Nagle po prostu sama się zatrzymała
tak nieoczekiwanie jak niespodziewanie wystartowała. Dziewczyna również
nie była w stanie tego przewidzieć i nie zdążyła zahamować bez
uniknięcia zderzenia z kimś. Właściwie ten ktoś ją zatrzymał. A Sakari
nie zważając na niezręczną sytuację Ingi zaczęła zapoznawać się z nowo
spotkanym psem.
- Przepraszam, to nie moja wina. Mojej suczce coś odbiło. Mario… To ty?
- O cześć Inga. Ja sam przed chwilą się zatrzymałem. Angel też się zerwał i biegł jak opętany.
- Tylko ty umiałeś nad nim zapanować. No i jeszcze uratowałeś mi życie.
- Służę pomocą. Następnym razem…
-
Oby nie było następnego razu, bo mogę trafić na mniej wyrozumiałego
właściciela. Może nie wiesz, ale nie każdy lubi jak na niego bez
uprzedzenia wpada rozpędzony człowiek.
- Nie możliwe. Jak można tego nie lubić… Dziwni są ci ludzie.
- Bardzo. Jak się nazywa twój pies?
- Angel.
- Moja to Sakari. Miała być Chena, ale niezbyt mi się podobało to imię.
- Sakari jest ładniejsze. Też biegasz?
- Właściciele takich psów są skazani na poranne biegi.
- A poza tym to pomaga utrzymać formę.
-
Tak. Ale nie przyszłam tu tylko po to. Miałam się tu spotkać z jakimś
nieznajomym chłopakiem, który znalazł jedną z rękawiczek, którą
zgubiłam.
- A więc teraz to nowa metoda podrywania chłopaków, na zgubione rękawiczki?
- Nie śmiej się. Pamiętaj masz mnie obronić, jeśli on będzie chciał coś mi zrobić.
-
Kofi może jeszcze by cię obronił, trenował kiedyś jakieś sztuki walki,
ale ja… Chcesz żebym miał siniaki na TEJ idealnej twarzy?!
Oboje zaczęli się śmiać. Nagle usłyszeli, że ktoś za nimi biegnie.
- Cześć Gregor. Spotkałem Ingę i teraz czekamy na tajemniczego znajomego od zgubionej rękawiczki.
- A może ty mnie obronisz? Bo Mario jest przerażony perspektywą posiniaczenie sobie swojej idealnej twarzy.
- A zdjęcie z autografem nie wystarczy? Moglibyśmy uniknąć rozidealizowania* naszych idealnych oblicz.
- Gdzie są prawdziwy mężczyźni? Pomocy!
Gregor
nie wiedział, co ma robić. Stracił szansę na… Właśnie, czego on
oczekiwał… Jednak głos podpowiadał mu, żeby poczekał. Więc poczeka.
Zdarzenia potoczą się swoim naturalnym biegiem. Przecież los był po
jego stronie.
Sakari
i Angel bardzo nie lubili kiedy ich właściciele stoją i rozmawiają
zamiast zajmować się nimi. Wpadli więc na świetni pomysł. Właściwie to
Sakari pierwsza zaczęła chodzić naokoło Ingi, Mario i Gregora plątając
im nogi smyczą. Angel zrobił to z drugiej strony. Psy spojrzały sobie w
oczy jakby chciały powiedzieć: gotowy? I pociągnęły z dwóch stron za
smycze.
Nie
mając możliwości poruszania nogami skoczkowie i narciarka przewrócili
się. Cała sytuacja była najbardziej komiczna dla psów, które posłusznie
siadły obok siebie i patrzyły na swoje dzieło.
- Mario, co ten twój pies zrobił?
- A myślisz, że suczka Ingi nie brała udziału w tym chytrym planie?
- Gregor! Leżysz na mojej nodze! Nie mogę wstać! – wykrzyczała Inga
- Jeśli Mario ruszy ten swój gruby tyłek i wstanie ze mnie to cię uwolnię.
- A jeśli ja nie wstanę?
- Rusz się! – krzyknęli razem Inga i Gregor
Gdy
Innauer wstał wszystko stało się mniej skomplikowane. Po chwili
dołączył do niego Schlieri. Razem podnieśli Ingę, która rozmasowywała
sobie obolałą nogę.
- Myślałam, że jesteś eee lżejszy…
- To po wczorajszej pizzy.
- A nie mówiłem…
- Dobra, ja myślę, że one nam chciały coś przez to powiedzieć.
-
Że mamy się nimi zająć. Tak myślę. Ja zwykle rzucam mojej Sakari patyk,
którego i tak nigdy nie przynosi. Mam pomysł. Puśćmy je ze smyczy.
Pobiegają sobie.
- I przynajmniej nas nie zaplątają.
- Mamy jakieś plany na dzisiaj?
- A co?
- Bo Gregor ma wolną chatę. I właśnie dlatego możemy do niego przyjść i urządzić sobie wieczór filmowy?
- Dobra, to ja kupuję jedzenie, wy wypożyczacie filmy, później obdzwaniacie Pauliego i Andreasa. I spotkamy się wieczorem. Ok.?
- Tak Mario, jesteś świetnym organizatorem. Ja już muszę iść do domu. Eee Gregor, kiedy się spotkamy?
- Przyjdę po ciebie o 15 ok.?
- Dobra, mój adres to…
- Może lepiej mi pokażesz – Mario spojrzał na niego złowrogo.
- Jak mnie dogonisz.
Zaczęła
biec. Przez całą drogę nic nie mówiła i Schlieri słyszał tylko jej
równomierny oddech. W końcu był z nią sam na sam, a ona się nie
odzywała.
W końcu dotarli do domu Ingi.
- Mam nadzieję, że zapamiętałeś drogę.
- W tym pędzie trudno było rozróżnić domy od drzew, a drzewa od przystanków autobusowych.
- To może trafisz pod inny adres jakiejś fanki zakochanej w tobie na zabój i ona będzie cię przetrzymywała w swoim domu i…
- Tak, to nie byłoby zbyt interesujące. Więc postaram się do ciebie trafić.
- Masz przynajmniej pewność, że nie będę cię przetrzymywać w swoim różowym pokoju i nie będę piszczeć na twój widok.
-
I dlatego właśnie jesteś naszą przyjaciółką. To odróżnia cię od tych
rozpiszczanych fanek z półmetrowymi tipsami i fluidowymi maskami na
twarzy.
-
Dobra, widzę, że rozwijasz najczarniejszy ze scenariuszy. Mogłoby się
to interesująco skończyć i nawet lubię takie niehepi endy ale muszę już
iść. Pa.
- Przyjdę o trzeciej.. Z nadejściem kolejnej pory roku diametralnie się zmieniał. Jesienią widać było ga
- Dobra.
***
Po kilkunastu minutach Inga dostała sms-a od Vicky.
Tu jest świetnie, mam dostęp do internetu,
za chwilę do ciebie napiszę. Pogadamy.
Inga
włączyła laptopa i czekała. Wyjrzała przez okno. Krajobraz, który
oglądała od tylu lat chyba nigdy się jej nie znudzi. Z nadejściem
każdej pory roku zmieniał się diametralnie. Nadchodząca jesień
narzucała swoją gamę czerwieni, żółci i pomarańczy. Ziemię pokrywał
dywan liści strząśniętych z gałęzi drzew. Zimą biały puch zasłaniał
wszystko. Wiosną rośliny budziły się do życia. Dominowała soczysta
zieleń i biel pąków drzew. Latem można było dostrzec pełnię barw. Od
zielonej do żółtej, brązowej, czy onieśmielającego błękitu nieba.
Jednak śnieg na szczytach wisiał jak przestroga i groźba nad
miasteczkiem. Nagle z zamyślenia wyrwał ją dźwięk przychodzącej
wiadomości. Z pewnością była od Vicky.
V:
Cześć znowu, na Kubie jest cudownie. Najbardziej zachwyca mnie ich
muzyka. Okolica przepiękna i niesamowita. Musisz tu kiedyś przyjechać.
Dość o mnie, napisz co u ciebie.
I: Rano spotkałam Gregora i Mario i oni wymyślili wieczór filmowy i…
V: Standardowy chwyt…
I: Co?
V: Nic, mówię, że to ich standardowy chwyt. Zwykle tak robią. Idziesz z którymś z nich po filmy?
I: Z Gregorem.
V: Nie zdziw się, jeśli nagle w wypożyczalni poczujesz się niepotrzebna.
I: Jak to?
V: Gregor wybierze horrory. Zawsze tak robi.
I: Co to znaczy?
V: Że cię sprawdzają.
I: Jak?
V: Dam ci kilka przydatnych rad jak przetrwać taki wieczór.
I: Dobra.
V: Najpierw przeprowadzę z tobą wywiad.
I:?
V: Dowiem się w czym ci pomóc.
I: Aha.
V: The first question brzmi: Boisz się na horrorach?
I: Nie.
V:
Pierwsza rada – Poudawaj trochę, że się boisz. Będą mieli frajdę.
Usiądź w środku między Innauerem, a Kofim. Mario powie swoją słynną
śpiewkę: Jeśli się będziesz bała, służę ramieniem.
I: Ok., pojęłam. Kolejna rada?
V: Chcesz zobaczyć jacy potrafią być naiwni?
I: Tak.
V: Rób po kolei coś z każdym z nich. Z Gregorem idź po jedzenie do kuchni, Oprzyj się o ramię Kofiego…
I: A Mario?
V: Myślę, czekaj, wyjdzie w praniu. Najwyżej się trochę pofarbuje. Ale to nic. Dobra, muszę lecieć. Miłej zabawy.
I: Dzięki za rady. Papa!
Była
druga, Inga ubrała się i wzięła książkę i zaczęła ją czytać. Jednak nic
nie rozumiała. Zbyt była pochłonięta i zatopiona w głębinach swoich
rozmyślań. Straciła poczucie czasu. Zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Idziemy?
- Tak, chodźmy.
- Gadałaś może z Vicky?
- Tak.
- A o czym rozmawiałyście? – Gregor miał podejrzliwą minę.
- O Kubie, a o czym innym?
- Jakim Kubie?
- Takim jednym.
- To jest twój znajomy?
- Gregor, oprzytomniej! Halo, czy w twojej głowie coś jest? Czy tylko pustka? Vicky i Tom są na Kubie.
- A tak, zapomniałem.
Gregor
i Inga poszli do wypożyczalni. Tak jak przewidywała Vicky Gregor wybrał
same horrory. Miał dziwną minę. W końcu doszli do domu Gregora, gdzie
siedzieli już Mario i Kofi.
- Wszystko gotowe?
- Tak, za niedługo zrobi się ciemno, więc będziemy mogli zacząć. – Mario uśmiechnął się tajemniczo.
***
Dwie godziny później Inga siedziała już między Mario i Kofim oglądając horror. Nie był zbyt straszny.
- Widziałam straszniejsze… - pomyślała
- Wiesz, jak się będziesz bała, to służę ramieniem – dziwnym tonem szeptu powiedział Mario
- Zaczyna się…- pomyślała Inga i oparła głowę o ramię Kofiego,
Andreas z tryumfalną miną odwrócił się do Mario i pokazał mu język.