Najnowsze Wpisy

ttttul69 Komentarze (1)
05. stycznia 2009 19:57:00
linkologia.pl spis.pl
"Natręty tego świeta??"

Tak... Jesień. Czas przemyśleń, wspomnień, refleksji... Kim tak naprawdę jestem? Człowiekiem, nastolatką, kobietą, to nie ulega wątpliwości... Ale jakie wartości są dla mnie najważniejsze? Co mi przeszkadza? Czego nie umiem zaakceptować? Hmm, znam odpowiedzi na te pytania. Czy to znaczy, że jestem idealna? Nie, nie nie ma ludzi idealnych a ja jestem odsunięta od ideału o całe miliony lat świetlnych... A odpowiedzi na pytania, które zadałam samej sobie są niezwykle łatwe... Co mi przeszkadza?: Przeszkadzają mi ludzie, ktorzy próbują wejść w moje życie nieproszeni, starają się podejmować za mnie wybory, które niezawsze są słuszne. Ingerują w każdą jednostkę mojego życia, zapominają, że nie umrą za mnie a uczą mnie jak żyć. Chyba nie wiedzą, iż aby kogoś uczyć trzeba być wzorem... Czego nie umiem zaakceptować?: Ehh, nie umiem zaakceptować natrętnych ludzi, którzy na siłę starają się być mili, za mili, wywierając dobre wrażenie będąc kimś innym nie sobą, zataczają błędne koło co sprawia, że zaczynam darzyć ich antypatią... Pamiętaj! Rozmawiając ze mną zawsze bądź sobą... Nie staraj się być ideałem, bo i tak Ci się to nie uda... Nie naśladuj mnie, bo skąd wiesz, że lubię samą siebie?

Taak jak widać znam te odpowiedzi no i co z tego?

Lubię jesień, lubię patrzeć na spadające liście, na kolorowe piękno lasów, parków... Świat staje się taki pełny barw... Złota polska jesień... Moim zdaniem najpiękniejsza pora roku...

Wiesz? długo szukałam sensu życia, ale udało się teraz już śmieję się ze swych rozterek, łez... Ale tak w głębi serca panuje u mnie dziwna atmosfera... "Jedna miłość umiera, by móc zastąpić ją" Tak umiera powoli... Miłość, ale do czego lub do kogo? tego nie wiem...

Dzisiaj spotkałam kobietę... Płakała, była smutna... Ostrożnie spytałam czy mogę jakoś pomóc... Odpowiedziała smutnym melodyjnym głosem, że nikt na Ziemi nie może jej pomóc, bo straciła połowę siebie... Straciła swoje marzenia, pragnienia, ale także swoje uczucia... Jeszcze niedawno miała ich tyle, zawsze uśmiechnięta... Dzisiaj jest sama straciła swego Anioła Stróża, swoje światełko... Wszystko... Wraz z nadejściem jesieni odszedł On, nucąc "pamiętasz była jesień" zamknął drzwi... Mówił coś o niebie, tych liściach, które suszyły się na kaloryferze i o miłości... Ona zamieniała złość i rozczarowanie w łzy, które spływając po policzkach zabierały ze sobą ostatnie pocałunki i pełne czułości słowa... Przyżekała sobie: "Już nigdy nie pokocham" Zamieniła swoje serce w lód... Teraz już nie umie... Chce lecz nie umie... Kocha tylko dwie rzeczy jesień i przemykającą w jej myślach piosenkę, "pamiętasz była jesień". Obojętnie przechadza się pod złocistą otoczką liści i nuci... Za bardzo pokochała ludzi, za bardzo pokochala jego... "Mała księżniczka z serduszkiem wypełnionym miłością, która zaufała tak mocno, że zamieniła swój ból na obojętność, a miłość na obojętne patrzenie w przyszłość..." Tak... Jeszcze długo rozmawiałam z tą biedną istotą... Potem ona rozproszyła się z nicości swych uczuć, a ja odeszłam przed siebie z pełną naiwności nadzieją, że nigdy nie zostanę zrazniona...

"Nie da się uciec przed miłością, prędzej czy później nasza ucieczka zakończy się powrotem... Zatoczymy błędne koło, by wrócić tam gdzie zawiedzie Nas przeznaczenie z którym nikt nigdy nie wygrał..."

__________________________________________

Pozdrawiam: Paulinę, Anię, Sylwię, Justynę, Adę, Piotrka, Kasię, klasę i wszystkich chłopców, kótrzy dzisiaj mają swoje święto... :*

La chance
7 Skradzionych myśli...

21 września 2007
Przyjacielski sex?

Witam :D Dzisiaj piszę dedykowaną notkę, a kieruję ją do. . .  Very, very crazy Justynki która już od pewnego czasu najprawdopodobniej zadaje sobie pytanie: Czy sex po przyjacielsku jest okej ?:D:D:D No cóż kochana mamy XXI wiek :D I teraz zastanawiam się jak pociągnąć ten temat? Zaczęłam na żarty dość i jak tu go skończyć? Ejjj no nie, nie, nie sex to powazna sprawa, więc taka też bedzie moja notka:D Otóż temat jest stanowczo trudny... Bo niby czemu nie? Wszystko jest dla ludzi sex też, no ale to wszystko zależy, bo jacy przyjaciele chcą to robić? Wydaje mi się, że takich to ze świecą szukać... A jeśli chodzi o sex bez zobowiązań? Ejj, ale mi temat podsunęłaś! Trudniejszego sie kochana nie dało nie?? Co Ci tu mogę napisać o tym rodzaju :D No wiesz powtórzę stwierdzenie: wszystko jest dla ludzi... Nie możemy się wtrącać w czyjeś życie, jak ktoś wybrał taki sposób na jego przeżycie to spoko... Ale sex to sztuka (znaczy ja nie wiem, ale tak mówią) miłość się uprawia z kimś kogo się kocha i wtedy to jest piękne... Co nam z tego, że zrobimy to byle z kim dla przyjemności? Myślę, że nie będzie ona za duża... Jaaaa no, ale ja nie wiem jak to jest nie znam się na tym:D Trzeba też pamiętać jacy są faceci... Co z tego za przyjemność jeżeli po fakcie wyzwą Nas przy kolegach od dziwek puszczających się byle z kim? Moim zdaniem jak uprawiać z kimś sex to tylko z kimś dla Nas bliskim :) Wtedy to będzie przyjemność (chyba). No i chyba jassne, że nie powinniśmy się spieszyć, wiemy jakie mogą być tego konsekwencję... Chyba zdajemy sobie sprawę, że dzieci bociany nie przynaszą... Mamy jeszcze czas, ale ja się w innych życie nie wtrącam i jeżeli ktoś to już robi to spoko moko... :D Ja tam jeszcze z tym zaczekam:d I w dupie mam czy ktoś powie, iż jestem staroświecka:D Kończąc pozdrawiam : Współautorke Justynnnnę:*, Klasę moją, Cosmodisca, Emilkę, Anię, Sylwię, Martynę, Kasię:D No to teraz wy w komentarzach wyraźcie swoje opinię:D A już koniecznie Justtt:D:*

horwatek : :

alejaja Komentarze (1)
28. listopada 2008 22:27:00
linkologia.pl spis.pl

Cześć, witam po długiej przerwie. Po pierwsze chciałam podziękować portalowi Onet blog za umieszczenie mnie w gronie blogów polecanych na pewien czas. Mam nadzieję, że dostąpie jeszcze tego zaszczytu. A teraz kolejna część historii Ingi Heidt. Czytajcie.

P.S. Nie wiem czy ta notka jest tak dobra jak poprzednia, ale proszę o komentarze i opinie.

 

 

            Inga bardzo chciała się dowiedzieć kim jest ów nieznajomy. Całą noc nie spała. Przypominała sobie dwa poprzednie lata. Najpierw zderzenie, a później serię dziwnych i nieoczekiwanych zdarzeń. Pamiętała wszystko jak przez mgłę. Dziwne obrazy i sceny przelatywały przez jej pamięć by po chwili na zawsze zniknąć w jej najgłębszych i nigdy nieodkrywanych zakamarkach. Gdy zamykała oczy widziała jedną niewyraźną twarz. To był ten sam chłopak. Nie potrafiła go jednak rozpoznać. Widziała go tylko oczami wyobraźni jakby stał za mglistą zasłoną. Gdy po krótkim okresie niepewnego snu znów się obudziła postanowiła dać za wygraną.

            Jej łóżko było coraz mniej wygodne, prześcieradło dziwnie poskręcane, a kołdra odwróciła się. Przewracała się z boku na bok, zmieniała pozycje leżenia. Z brzucha na plecy, jednak nic nie skutkowało. Zegarek piknął. Wybiła trzecia. Już wcale nie chciało jej się spać. Próbowała wszystkich metod na szybkie zaśnięcie, jakie kiedykolwiek słyszała. Milion baranów przerzuciła przez ten głupi płot, a zmysły zamiast przechodzić w stan spoczynku wyostrzały się.

            Zaświeciła lampkę i zaczęła czytać najnudniejszą książkę, którą kiedykolwiek czytała. „ Trzy kamienie Mandy” zawsze działały lepiej niż najlepszy lek nasenny. Prychnęła. Zwykle po przeczytaniu dwóch czy trzech stron kleiły jej się oczy. Ale nie. To przecież nie mogło być takie proste. Teraz nawet ją to zainteresowało.

            Rzuciła tomik na biurko, zła zwlokła się z łóżka i usiadła na parapecie. Wpatrzyła się w rozgwieżdżone niebo. W żadnym domu nie świeciło się światło. Wszyscy normalni ludzie z pewnością już spali. Od niechcenia wzięła do ręki zegarek i włączyła podświetlenie wyświetlacza. Była już za piętnaście czwarta. Minuty ciągnęły się niemiłosiernie. Nigdy nie wiedziała, że minuta to tak długi okres czasu.

            Widok, który roztaczał się z jej okna był cudowny. Otulone kołdrą ciemności drzewa spały w najlepsze swoim drzewnym snem. Góry otoczone granatowymi chmurami wydawały się jeszcze bardziej monumentalne i poważne w swoim górowaniu nad miastem. Tak, to z pewnością najlepsze, co Indze tej nocy się zdarzyło. Ten widok. Nigdy nie patrzyła jeszcze na niego w taki sposób. Zawsze lubiła wstawać razem ze słońcem, które zaglądało w jej okna. Wyobrażać sobie, że lata z jesiennym wiatrem, który unosi ją na liściastym dywanie. Teraz chciała być gwiazdą. One to mają najlepiej. Patrzą z góry na te wszystkie przepiękne widoki.

 

            Słońce leniwie wyłoniło się zza horyzontu. Inga zeszła z parapetu i podeszła do szafy. Wyrzuciła z niej kilka ubrań i poszła do łazienki. Gdy gotowa schodziła ze schodów poczuła dziwny strach: Co jeśli on mi coś zrobi? Przecież nigdy nie widziałam go na oczy…

            Usiadła na jednym ze stopni i podparła głowę rękami. Musiała coś wymyślić… A może stanie za jakimś drzewem i będzie czekała na nieznajomego, a gdy ten przyjdzie oceni go i albo podejdzie, albo ucieknie.

- Nie, to najgłupszy pomysł na jaki mogłam wpaść! – powiedziała sama do siebie. – O cześć Sakari – to była jej suczka rasy Syberian Husky. Przybiegła merdając ogonem i zaczęła lizać ją po twarzy. – Sakari, czekaj, nie teraz. Teraz myślimy. Siad. – pies usiadł przed swoją właścicielką - Obmyślam ważną sprawę – zeszła ze schodów i stanęła na zimnej podłodze salonu. Pies podszedł do niej i usiadł. – A gdybym tak przebrała się tak, żeby mnie nie poznał, a potem jakbym go zobaczyła to albo bym podeszła, albo odeszła… - chodziła w kółko naokoło zwierzaka, który przechylił głowę w bok i patrzył na swoją właścicielkę wzrokiem mówiącym coś w stylu: Nie rozumiem, czemu wymyślasz takie głupoty, lepiej weź mnie!- Nie to też jest zdecydowanie głupie. Coś innego. Zaraz, a może tam nie pójdę… - Sakari szczeknęła – Masz rację, przecież muszę tam iść.

            Inga wymyślała coraz dziwniejsze rzeczy począwszy od zabrania tam kogoś znajomego kończąc na ucieczce z miasta, bo jak twierdziła…

- Kiedy nie przyjdę na to spotkanie on będzie zły. Znajdzie mój adres i nazwisko, a z tego to już mogą wyjść same złe rzeczy. Więc jeśli ucieknę do Brazylii i stanę się Cari de Someiro z Rio to z pewnością mnie nie znajdzie. – Suczka położyła się w ciszy kontemplując nad powodem chwilowej utraty mózgu swojej właścicielki. Po kilku minutach postanowiła jej pomóc. Wstała, podeszła do drzwi, zrzuciła smycz z szafki i zaszczekała. – Sakari nie teraz, nie idziemy na spacer. Poczekaj. – zawiesiła głos – Zaraz, mam świetny pomysł. Sakari pójdziesz ze mną! – przytuliła pieska, ubrała kurtkę i buty. Rodzice spali, więc zamknęła drzwi na klucz.

            Wychodząc powiedziała szeptem do zwierzaka

- Tylko pamiętaj, przynajmniej udawaj, że jesteś groźna. Dobra?

Sakari zaszczekała. I  pociągnęła swoją właścicielkę (która dzięki Bogu już odzyskała mózg) w stronę parku.

- Skąd ty wiesz gdzie idziemy?

             Inga lubiła biegać z Sakari. Dzięki temu nabierała przydatnej w jej dyscyplinie kondycji. Zahartowała się. Mało chorowała. A poza tym bardzo cieszyło ją to, kiedy po około dwu i pół godzinnym biegu jej pupilka kładła się na swój kocyk i zasypiała szczęśliwa i spełniona.

 

            Gdy dochodziła już do umówionego miejsca była 6:10. Nie wiedziała, że droga zajmie jej tak mało czasu, więc postanowiła pobawić się z Sakari na trawniku. Rzucała jej patyki
( a raczej małe gałęzie), których ona nie przynosiła. Bezskutecznie próbowała ją nauczyć komendy „ daj głos”, czy „ do mnie”. Suczka nie słuchała. Gdy poczuła zew natury stawała się wilkiem, wilkiem, który kocha przestrzeń i wolność.

- Dobra, koniec tej wolności Sakari. Zapinam cię na smycz. – pies spuścił głowę i podszedł do właścicielki.

            Podeszły do alejki. Inga patrzyła w stronę głównej bramy parku wyczekując na nieznajomego, a Sakari w drugą stronę. Wyczuła psa. Miał dobry zapach, więc nie zważając na obecną pozycję i zamyślenie właścicielki pociągnęła ją i zaczęła szaleńczo biec w stronę źródła zapachu.

            Inga zaskoczona tym nagłym startem psa przez chwilę nie mogła się pozbierać. Nic nie dawały okrzyki i komendy. Nagle po prostu sama się zatrzymała tak nieoczekiwanie jak niespodziewanie wystartowała. Dziewczyna również nie była w stanie tego przewidzieć i nie zdążyła zahamować bez uniknięcia zderzenia z kimś. Właściwie ten ktoś ją zatrzymał. A Sakari nie zważając na niezręczną sytuację Ingi zaczęła zapoznawać się z nowo spotkanym psem.

- Przepraszam, to nie moja wina. Mojej suczce coś odbiło. Mario… To ty?

- O cześć Inga. Ja sam przed chwilą się zatrzymałem. Angel też się zerwał i biegł jak opętany.

- Tylko ty umiałeś nad nim zapanować. No i jeszcze uratowałeś mi życie.

- Służę pomocą. Następnym razem…

- Oby nie było następnego razu, bo mogę trafić na mniej wyrozumiałego właściciela. Może nie wiesz, ale nie każdy lubi jak na niego bez uprzedzenia wpada rozpędzony człowiek.

- Nie możliwe. Jak można tego nie lubić… Dziwni są ci ludzie.

- Bardzo. Jak się nazywa twój pies?

- Angel.

- Moja to Sakari. Miała być Chena, ale niezbyt mi się podobało to imię.

- Sakari jest ładniejsze. Też biegasz?

- Właściciele takich psów są skazani na poranne biegi.

- A poza tym to pomaga utrzymać formę.

- Tak. Ale nie przyszłam tu tylko po to. Miałam się tu spotkać z jakimś nieznajomym chłopakiem, który znalazł jedną z rękawiczek, którą zgubiłam.

- A więc teraz to nowa metoda podrywania chłopaków, na zgubione rękawiczki?

- Nie śmiej się. Pamiętaj masz mnie obronić, jeśli on będzie chciał coś mi zrobić.

- Kofi może jeszcze by cię obronił, trenował kiedyś jakieś sztuki walki, ale ja… Chcesz żebym miał siniaki na TEJ idealnej twarzy?!

Oboje zaczęli się śmiać. Nagle usłyszeli, że ktoś za nimi biegnie.

- Cześć Gregor. Spotkałem Ingę i teraz czekamy na tajemniczego znajomego od zgubionej rękawiczki.

- A może ty mnie obronisz? Bo Mario jest przerażony perspektywą posiniaczenie sobie swojej idealnej twarzy.

- A zdjęcie z autografem nie wystarczy? Moglibyśmy uniknąć rozidealizowania* naszych idealnych oblicz.

- Gdzie są prawdziwy mężczyźni? Pomocy!

            Gregor nie wiedział, co ma robić. Stracił szansę na… Właśnie, czego on oczekiwał… Jednak głos podpowiadał mu, żeby poczekał. Więc poczeka. Zdarzenia potoczą się swoim naturalnym biegiem. Przecież los był po jego stronie.

            Sakari i Angel bardzo nie lubili kiedy ich właściciele stoją i rozmawiają zamiast zajmować się nimi. Wpadli więc na świetni pomysł. Właściwie to Sakari pierwsza zaczęła chodzić naokoło Ingi, Mario i Gregora plątając im nogi smyczą. Angel zrobił to z drugiej strony. Psy spojrzały sobie w oczy jakby chciały powiedzieć: gotowy? I pociągnęły z dwóch stron za smycze.

            Nie mając możliwości poruszania nogami skoczkowie i narciarka przewrócili się. Cała sytuacja była najbardziej komiczna dla psów, które posłusznie siadły obok siebie i patrzyły na swoje dzieło.

- Mario, co ten twój pies zrobił?

- A myślisz, że suczka Ingi nie brała udziału w tym chytrym planie?

- Gregor! Leżysz na mojej nodze! Nie mogę wstać! – wykrzyczała Inga

- Jeśli Mario ruszy ten swój gruby tyłek i wstanie ze mnie to cię uwolnię.

- A jeśli ja nie wstanę?

- Rusz się! – krzyknęli razem Inga i Gregor

            Gdy Innauer wstał wszystko stało się mniej skomplikowane. Po chwili dołączył do niego Schlieri. Razem podnieśli Ingę, która rozmasowywała sobie obolałą nogę.

- Myślałam, że jesteś eee lżejszy…

- To po wczorajszej pizzy.

- A nie mówiłem…

- Dobra, ja myślę, że one nam chciały coś przez to powiedzieć.

- Że mamy się nimi zająć. Tak myślę. Ja zwykle rzucam mojej Sakari patyk, którego i tak nigdy nie przynosi. Mam pomysł. Puśćmy je ze smyczy. Pobiegają sobie.

- I przynajmniej nas nie zaplątają.

- Mamy jakieś plany na dzisiaj?

- A co?

- Bo Gregor ma wolną chatę. I właśnie dlatego możemy do niego przyjść i urządzić sobie wieczór filmowy?

- Dobra, to ja kupuję jedzenie, wy wypożyczacie filmy, później obdzwaniacie Pauliego i Andreasa. I spotkamy się wieczorem. Ok.?

- Tak Mario, jesteś świetnym organizatorem. Ja już muszę iść do domu. Eee Gregor, kiedy się spotkamy?

- Przyjdę po ciebie o 15 ok.?

- Dobra, mój adres to…

- Może lepiej mi pokażesz – Mario spojrzał na niego złowrogo.

- Jak mnie dogonisz.

            Zaczęła biec. Przez całą drogę nic nie mówiła i Schlieri słyszał tylko jej równomierny oddech. W końcu był z nią sam na sam, a ona się nie odzywała.

            W końcu dotarli do domu Ingi.

- Mam nadzieję, że zapamiętałeś drogę.

- W tym pędzie trudno było rozróżnić domy od drzew, a drzewa od przystanków autobusowych.

- To może trafisz pod inny adres jakiejś fanki zakochanej w tobie na zabój i ona będzie cię przetrzymywała w swoim domu i…

- Tak, to nie byłoby zbyt interesujące. Więc postaram się do ciebie trafić.

- Masz przynajmniej pewność, że nie będę cię przetrzymywać w swoim różowym pokoju i nie będę piszczeć na twój widok.

- I dlatego właśnie jesteś naszą przyjaciółką. To odróżnia cię od tych rozpiszczanych fanek z półmetrowymi tipsami i fluidowymi maskami na twarzy.

- Dobra, widzę, że rozwijasz najczarniejszy ze scenariuszy. Mogłoby się to interesująco skończyć i nawet lubię takie niehepi endy ale muszę już iść. Pa.

- Przyjdę o trzeciej.. Z nadejściem kolejnej pory roku diametralnie się zmieniał. Jesienią widać było ga

- Dobra.

 

***

            Po kilkunastu minutach Inga dostała sms-a od Vicky.

 

Tu jest świetnie, mam dostęp do internetu,
 za chwilę do ciebie napiszę. Pogadamy.

            Inga włączyła laptopa i czekała. Wyjrzała przez okno. Krajobraz, który oglądała od tylu lat chyba nigdy się jej nie znudzi. Z nadejściem każdej pory roku zmieniał się diametralnie. Nadchodząca jesień narzucała swoją gamę czerwieni, żółci i pomarańczy. Ziemię pokrywał dywan liści strząśniętych z gałęzi drzew. Zimą biały puch zasłaniał wszystko. Wiosną rośliny budziły się do życia. Dominowała soczysta zieleń i biel pąków drzew. Latem można było dostrzec pełnię barw. Od zielonej do żółtej, brązowej, czy onieśmielającego błękitu nieba. Jednak śnieg na szczytach wisiał jak przestroga i groźba nad miasteczkiem. Nagle z zamyślenia wyrwał ją dźwięk przychodzącej wiadomości. Z pewnością była od Vicky.

V: Cześć znowu, na Kubie jest cudownie. Najbardziej zachwyca mnie ich muzyka. Okolica przepiękna i niesamowita. Musisz tu kiedyś przyjechać. Dość o mnie, napisz co u ciebie.

I: Rano spotkałam Gregora i Mario i oni wymyślili wieczór  filmowy i…

V: Standardowy chwyt…

I: Co?

V: Nic, mówię, że to ich standardowy chwyt. Zwykle tak robią. Idziesz z którymś z nich po filmy?

I: Z Gregorem.

V: Nie zdziw się, jeśli nagle w wypożyczalni poczujesz się niepotrzebna.

I: Jak to?

V: Gregor wybierze horrory. Zawsze tak robi.

I: Co to znaczy?

V: Że cię sprawdzają.

I: Jak?

V: Dam ci kilka przydatnych rad jak przetrwać taki wieczór.

I: Dobra.

V: Najpierw przeprowadzę z tobą wywiad.

I:?

V: Dowiem się w czym ci pomóc.

I: Aha.

V: The first question brzmi: Boisz się na horrorach?

I: Nie.

V: Pierwsza rada – Poudawaj trochę, że się boisz. Będą mieli frajdę. Usiądź w środku między Innauerem, a Kofim. Mario powie swoją słynną śpiewkę: Jeśli się będziesz bała, służę ramieniem.

I: Ok., pojęłam. Kolejna rada?

V: Chcesz zobaczyć jacy potrafią być naiwni?

I: Tak.

V: Rób po kolei coś z każdym z nich. Z Gregorem idź po jedzenie do kuchni, Oprzyj się o ramię Kofiego…

I: A Mario?

V: Myślę, czekaj, wyjdzie w praniu. Najwyżej się trochę pofarbuje. Ale to nic. Dobra, muszę lecieć. Miłej zabawy.

I: Dzięki za rady. Papa!

 

            Była druga, Inga ubrała się i wzięła książkę i zaczęła ją czytać. Jednak nic nie rozumiała. Zbyt była pochłonięta i zatopiona w głębinach swoich rozmyślań. Straciła poczucie czasu. Zadzwonił dzwonek do drzwi.

- Idziemy?

- Tak, chodźmy.

- Gadałaś może z Vicky?

- Tak.

- A o czym rozmawiałyście? – Gregor miał podejrzliwą minę.

- O Kubie, a o czym innym?

- Jakim Kubie?

- Takim jednym.

- To jest twój znajomy?

- Gregor, oprzytomniej! Halo, czy w twojej głowie coś jest? Czy tylko pustka? Vicky i Tom są na Kubie.

- A tak, zapomniałem.

 

Gregor i Inga poszli do wypożyczalni. Tak jak przewidywała Vicky Gregor wybrał same horrory. Miał dziwną minę. W końcu doszli do domu Gregora, gdzie siedzieli już Mario i Kofi.

- Wszystko gotowe?

- Tak, za niedługo zrobi się ciemno, więc będziemy mogli zacząć. – Mario uśmiechnął się tajemniczo.

***

            Dwie godziny później Inga siedziała już między Mario i Kofim oglądając horror. Nie był zbyt straszny.

- Widziałam straszniejsze… - pomyślała

- Wiesz, jak się będziesz bała, to służę ramieniem – dziwnym tonem szeptu powiedział Mario

 

 - Zaczyna się…- pomyślała Inga i oparła głowę o ramię Kofiego,

Andreas z tryumfalną miną odwrócił się do Mario i pokazał mu język.  

cari (14:29)

horwatek : :

fjj Komentarze (0)
26. listopada 2008 19:15:00
linkologia.pl spis.pl
Byłam leniwym dzieckiem.Gdybym miała utworzyć kronikę roczną mojej byłej szkoły prawdopodobnie dostałabym najmniej głosów.Ostatnio nastąpił powrót mojej choroby.Siedząc przed Starym Browarem,paląc papierosa(próbuje rzucić) przypatrywałam się mężczyznom(normalny kobiecy objaw).O to wielki powrót dżentelmena.Mężczyźni,którzy przyprawiają nas o zawrót głowy.Widzimy ich już nie kroczących po wybiegu,czy na zdjęciach w magazynach.Są wszechobecni,balansują na krawędzi stylów, lecz wszyscy mają wspólny mianownik- wygląd wystylizowany w najdrobniejszych szczegółach.A kluby świętują swój renesans,wypełniając po brzegi młodymi ludźmi.Teraz uwaga dla mężczyzn: być dżentelmenem w dzisiejszych czasach to nie tylko być elegancko ubranym.Pod nieskazitelnie białą koszulą musi bić serce rycerza.To co prezentujecie to w większej mierze wygląd,niż postawa.Być dżentelmenem oznacza być najlepszym mężczyzną,jakim można.Należy odkrywać na nowo staroświeckie wartości,takie jak duma,inteligencja godność.W dzisiejszej praktyce oznacza to idealnie skrojone dżinsy,najlepiej uszytej białej koszuli lub najsłodszej pary trampek.Najgorszy jest fakt że nie ma to nic wspólnego z dawnymi wartościami.Chodzi o to,by czuć się wygodnie z samym sobą i nie patrzeć na nikogo z góry.Wyglądać jak dżentelmen to strzepnąć z siebie cynizm(którego macie za dużo),być sobą i kochać każdy moment tego stanu.

baby jane

14 świat zrozumiał znaczenie słów


04 września 2008
Dziewczyny chcą się tylko zabawić.
Sorry chłopaki nadchodzi nowa generacja zabawnych,bystrych,spełnionych kobiet, które robią zawrotną karierę w męskich zawodach.Coraz więcej przedstawicielek płci piękniej pracuje jako kierowca,pilot,żołnierz.Praca na budowie nie okazuje się taka ciężka na jaką wygląda,a stanowisko kierownicze nie jest już trudne do zdobycia dla kobiety.Siła zawsze była domeną mężczyzn, choć w przeszłości nie brakowało silnych kobiet.Panie dały do zrozumienia że moc przebicia nie tkwi w mięśniach,a w umyśle, oraz przebiegłości.Kobiety zaczęły bez problemu realizować swoje marzenia, ...zaczęły po prostu bawić się,czyniąc z siebie nieokrzesane diablice.To sprawia, że mamy do czynienia z nową epoką w której kobieta zmieniła się w przezabawną gwiazdę.Coraz więcej widzę spełnionych kobiet w swoich zawodach.Pracodawcy coraz chętniej wybierają panie na stanowiska ,mimo że czeka ich raz w miesiącu okropny humor pracownicy, oraz zniknięcie jej na jakiś czas gdy zapragnie realizować się jako matka.Okazuje się że kobietom lepiej jest zaistnieć w świecie "biznesu" niż w domu prasując koszule.Są nawet bardziej doceniane przez mężczyzn. Sądzę że facetom zaczęły podobać się nowe role kobiet(nie biorę pod uwagę facetów którzy mają za szefa kobietę).A kiedy zabawnym dziewczynom znudzą się męskie zawody zawsze mogą bez problemu powrócić do dawnych swoich stereotypowych zawodów,które teraz zeczęli  wykonywać mężczyźni,...ale czy wtedy panowie będą umieli na nowo wykonywać swoje stare zawody?
horwatek : :

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
2930311234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930311

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii

amelcia | na-chwil | mstc | exofusion | neosia | Mailing